fbpx
 

citing.TAX, czyli z przekąsem o podatkach. #4 Opodatkowanie spółek komandytowych

citing.TAX, czyli z przekąsem o podatkach. #4 Opodatkowanie spółek komandytowych

W Ministerstwie Finansów konkurs na najbardziej krzywdzący projekt ustawy podatkowej rozgorzał na dobre. Niedawno na arenie pojawił się nowy pretendent do tego tytułu i choć czasu do końca roku jeszcze trochę zostało, a wyobraźnia naszego ustawodawcy nie zna granic – można założyć, że mamy faworyta w tym wyścigu.

Mowa rzecz jasna o opodatkowaniu spółek komandytowych podatkiem dochodowym od osób prawnych. Nie jest to pomysł nowy. Podobne zakusy ustawodawca czynił w 2013 r., kiedy uchwalona została ustawa opodatkowująca spółki komandytowo-akcyjne. Wtedy się nie udało.

Teraz? Oby też nie.

W tle oczywiście (zmyślone) uszczelnianie systemu podatkowego

 

Już od paru dobrych lat uszczelnianie systemu podatkowego jest uniwersalną wymówką ustawodawcy, żeby nakładać na podatników nowe podatki i zarzucać ich kolejnymi obowiązkami w tej sferze. Nie inaczej jest wtej sytuacji.

W uzasadnieniu do ustawy początkowo dumnie wskazuje się na najważniejsze zmiany, które już uszczelniły nasz system podatkowy. Wśród nich wymienia się rozwiązania takie jak opodatkowanie zagranicznych spółek kontrolowanych, klauzula ogólna o przeciwdziałaniu unikaniu opodatkowania, czy zacieśnianie pętli wokół cen transferowych, aby po chwili – O ZGROZO – stwierdzić, że „niemniej jednak nadal istnieją obszary, w których można podjąć działania w celu uszczelnienia systemu podatkowego. Do tych działań należy zaliczyć objęcie spółek komandytowych podatkiem CIT”.

Oczywiście owo uszczelnianie jest skierowane przeciwko tzw. spółkom hybrydowym, popularnie nazywanych również spółką z o. o. spółką komandytową. Chodzi o spółki komandytowe, w których pozycję komplementariusza (wspólnika odpowiadającego całym majątkiem za zobowiązania spółki) pełni spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.

Zdaniem projektodawcy zmiana jest konieczna, bowiem polscy podatnicy masową „rezygnują z tworzenia spółek kapitałowych nawet wówczas, gdy byłaby to forma najwłaściwsza ze względu na przedmiot prowadzonej działalności”. To jednak nie wszystko. Oczywiście w projekcie wymienia się szereg argumentów, które wskazują na to, że spółki hybrydowe są największym złem tego świata. Na pomoc projektodawcy w wymyślaniu tych sytuacji przyszły oczywiście auto-donosy podatkowe, czyli schematy podatkowe (MDR), które jako jedyni w Europie składamy również w sprawach ściśle krajowych.

Czytając treść uzasadnienia ustawy, można rzeczywiście dojść do wniosku, że spółki z o. o. spółki komandytowe służą nam do niczego innego, jak wyszarpywania pieniędzy z rąk… no właśnie – nas wszystkich, bo skoro Polska to ludzie, to spółki komandytowe nas okradają i trzeba to zmienić.

Szkoda tylko, że to wszystko ściema.

Po pierwsze – bądźmy realistami – opodatkowanie spółek komandytowych nie ma na celu uszczelnienia systemu podatkowego. Ma za to na celu podwójne opodatkowanie dochodów pochodzących ze spółek komandytowych. Koncepcja projektodawców o uszczelnianiu systemu podatkowego w Polsce (i pozostawianiu polskich pieniędzy w naszym kraju) nie ma tu sensu.

Komandytariuszami spółek komandytowych są w przeważającej mierze Polacy – osoby fizyczne będące rezydentami naszego pięknego kraju. To nie jest tak, że dochody ze spółek komandytowych napychają kieszenie zagranicznym korporacjom. Te wolą przecież zawyżyć ceny transferowe (i zmniejszyć dochód do opodatkowania w Polsce) albo – o ile działają na terenie Unii Europejskiej lub EOG – tworzą w Polsce spółkę córkę (sp. z o. o. lub S.A.). Wypłata dywidend z takiej spółki jest zwolniona z opodatkowania na podstawie art. 22 ust. 4 Ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz. U. z 2020 r. poz. 1406 z późn. zm.) („updop”).

W efekcie opodatkowanie spółek komandytowych CIT sprawi, że to w rękach polskich przedsiębiorców zostanie mniej środków. Ba – ci polscy przedsiębiorcy, którzy obecnie konkurują z podmiotami zagranicznymi, stracą na konkurencyjności. Za wyższymi kosztami podatkowymi będą musiały pójść rosnące ceny. Potem zacznie się płacz, że Polacy niechętnie kupują polskie produkty i usługi.

Po drugie, wbrew twierdzeniom projektodawcy, spółki komandytowe nie są tworzone wyłącznie jako wehikuł inwestycyjny. Zauważmy, że osoby fizyczne będące komandytariuszami spółek komandytowych płacą podatek na tych samych zasadach, co przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą. Tu 19% podatku i tu 19% podatku.

Dlaczego więc – parafrazując uzasadnienie do projektu ustawy – Polacy nie zakładają na potęgę jednoosobowych działalności gospodarczych? Dlaczego rezygnują z tworzenia spółek kapitałowych tam, gdzie taka forma byłaby właściwsza? Po co polscy przedsiębiorcy masową wybierają skomplikowane spółki hybrydowe i godzą się podwójne koszty księgowości (w końcu to dwie odrębne spółki i to na pełnych księgach), oddając jeszcze kilka procent zysków na rzecz spółki z o. o. (gdzie będą one podwójnie opodatkowane), zamiast prowadzić jednoosobową działalność gospodarczą, skoro to te same 19% podatku dochodowego?

Dla bezpieczeństwa. Spółki komandytowe zakłada się dla bezpieczeństwa.

W przypadku działalności jednoosobowych przedsiębiorcy odpowiadają całym swoim majątkiem. Tymczasem w przypadku spółki hybrydowej – odpowiedzialność komandytariuszy jest znacznie ograniczona, a najczęściej – wyłączona (jeżeli wkład komandytariusza do spółki odpowiada wysokością sumie komandytowej, odpowiedzialność komandytariuszy jest w zasadzie wyłączona). Dzięki temu, ponoszenie tych wyższych kosztów pozwala polskim przedsiębiorcom prowadzić działalność gospodarczą bez ryzyka, że kiedy powinie im się noga, komornik nie zabierze im rodzinnego domu.

Polscy przedsiębiorcy nie dokonują więc wyboru na zasadzie: spółka z o. o. (zła, niedobra, podwójne opodatkowanie) kontra spółka komandytowa (piękna, ładna, uszczuplajmy system podatkowy). Ci przedsiębiorcy dokonują raczej wyboru pomiędzy działalnością jednoosobową (wchodzę va banque i ryzykuję wszystkim, co mam) a spółką komandytową, jako szansą na ochronę prywatnego majątku.

Zważając na powyższe, trudno wierzyć, że opodatkowaniu spółek komandytowych przyświeca uszczelnianie systemu podatkowego. To po prostu kolejny zakus na pieniądze polskiego przedsiębiorcy.

Rozwiązanie tak proste, że aż boli

 

Ech, rozgadałem (rozpisałem?) się zbyt wiele o intencjach, a nie opisałem jeszcze, na czym dokładnie polega ten nowy, światły pomysł. Prawda jest jednak taka, że rozwiązanie to nie doczekało się tylu słów w ustawie, co choćby Estoński-CIT.

Jest krótkie, proste i śmiertelnie skuteczne. Otóż zgodnie z projektem, art. 3 ust. 1 pkt 1 updop wśród podatników CIT wymienia, obok spółek komandytowo-akcyjnych, również spółki komandytowe. I już. Koniec, po zabawie. Za tą jedną zmianą kryją się wszystkie czary ustawodawcy.

Skoro spółki komandytowe staną się podatnikami CIT, to w pierwszej kolejności zapłacą podatek dochodowy od osób prawnych. Następnie – wypłacając pieniądze wspólnikom – Ci zapłacą go po raz kolejny – choć tym razem będzie to głównie PIT, na zasadach podobnych jak przy wypłacie dywidendy.

Rozwiązanie to nie ma zbyt wiele wspólnego z konstrukcją spółek osobowych, w których wspólnicy nie wypłacają sobie przecież dywidend, a podziały zysku nie są kwestią tak klarowną. Rozwiązanie, które było do zaakceptowania w przypadku spółek komandytowo-akcyjnych (tam mamy jednak elementy spółki akcyjnej, w tym wypłatę dywidend na rzecz akcjonariuszy) w odniesieniu do spółek komandytowych nie będzie miało sensu.

Podobnie jak to ma miejsce w przypadku spółek komandytowo-akcyjnych, komplementariusze będą uprawnieni do obniżenia podatku od pseudo-dywidendy o podatek CIT zapłacony przez spółkę komandytową, w proporcji do posiadanych udziałów w zysku. Oznacza to, że po wejściu w życie zmian, o ile spółka komandytowa będzie płacić podatek CIT w stawce 19%, komplementariusze nie zapłacą podatku. Z drugiej strony, jeżeli spółka komandytowa skorzysta ze stawki 9%, komplementariusze będą zobligowani do dopłacenia tych brakujących 10% podatku.

Tyle tylko, że nikt przecież nie chce być komplementariuszem.

U komandytariuszy będzie oczywiście gorzej. Komandytariusze będą musieli zapłacić podwójny podatek dochodowy. Ustawodawca co prawda przewidział dla nich zwolnienie podatkowe, jednak uczciwie patrząc – szału nie ma.

Otóż zgodnie z projektowanymi zmianami, komandytariusze będą mogli skorzystać z częściowego zwolnienia przychodów z udziału w zyskach spółek komandytowych. Dlaczego częściowego? Otóż zwolnienie obejmie wyłącznie 50% przychodów uzyskanych przez komandytariusza– nie więcej jednak niż 60000 zł liczonych odrębnie dla każdej spółki komandytowej, w której będzie komandytariuszem.

Z jednej więc strony komandytariusze zawsze zapłacą podatek od połowy uzyskanych zysków, z drugiej zaś – obowiązywać ich będzie absurdalnie niski limit 60 000 zł na spółkę.

Żeby nie było zbyt łatwo, skorzystanie z częściowego zwolnienia będzie oczywiście obwarowane szeregiem warunków. I tak, ze zwolnienia nie skorzysta komandytariusz, który:

będzie posiadał bezpośrednio lub pośrednio co najmniej 5% udziałów (akcji) w spółce posiadającej osobowość prawną lub spółce kapitałowej w organizacji będących komplementariuszem w tej spółce komandytowej lub

  • będzie członkiem zarządu:
  • spółki posiadającej osobowość prawną lub spółki kapitałowej w organizacji będących komplementariuszem w tej spółce komandytowej, lub
  • spółki posiadającej bezpośrednio lub pośrednio co najmniej 5% udziałów (akcji) w spółce posiadającej osobowość prawną lub spółce kapitałowej w organizacji będących komplementariuszem w tej spółce komandytowej, lub
  • będzie podmiotem powiązanym z członkiem zarządu lub wspólnikiem spółki posiadającej bezpośrednio lub pośrednio co najmniej 5% udziałów (akcji) w spółce posiadającej osobowość prawną lub spółce kapitałowej w organizacji będących komplementariuszem w tej spółce komandytowej.

 

Wyłączenia te są ewidentnie skierowane przeciw osobom wykorzystującym obecnie spółki hybrydowej (pejoratywnie oceniane przez projektodawców). I to jeszcze nawet rozumiem.

Niech mi jednak ktoś wytłumaczy, dlaczego pozostali – w domyśle wykorzystujący spółki komandytowe tak jak KSH nam nakazał – nie będą zwolnieni w całości tylko w połowie?

Pokazuje to w piękny sposób kit, którym karmią nas projektodawcy. Uszczelnianie systemu nie uzasadnia przecież w żaden sposób podwójnego opodatkowania połowy zysków komandytariuszy, który nie korzystają z konstrukcji słynnej spółki z o. o. Sp.k.

Gdy nie wiadomo o co chodzi…

Niestety nie ma alternatywy

 

Dla Ministerstwa Finansów opodatkowanie spółek komandytowych powinno być rozpatrywane zawsze łącznie z dobrodziejstwem Estońskiego CIT (nad jego konstrukcją i wadami pastwiłem się w poprzednim odcinku, zapraszam). Ma być alternatywą dla uciemiężonych polskich przedsiębiorców.

Pomijam już nawet to, że polski ustawodawca próbuje tu (zresztą nieudolnie) rozwiązać problemy podatników, które sam im stwarza. To po prostu kolejna ściema.

Estoński CIT de facto nazywany będzie ryczałtem od dochodów spółek kapitałowych. Na tych zasadach będą się zatem mogły rozliczać spółki komandytowych, do których to rozwiązanie nie będzie skierowane.

Ktoś mógłby oczywiście powiedzieć, że nic nie stoi nie przeszkodzie przekształceniu spółek komandytowych w kapitałowe, żeby zapłacić Estoński CIT.

Otóż stoi.

W projekcie dotyczących Estońskiego CIT pojawia się bowiem mały haczyk, zwany „dochodem z przekształcenia”. „Dochód z przekształcenia” będą musieli ustalić w rozliczeniu roku podatkowego poprzedzającego pierwszy rok opodatkowania Estońskim CIT również Ci podatnicy, którzy zostaną utworzeni w wyniku przekształcenia spółki niebędącej osobą prawną.

Dochodem z przekształcenia będzie zaś nadwyżka wartości rynkowej składników majątku, ustalonej na dzień przekształcenia, ponad ich wartość podatkową ustaloną na ten dzień. Oznacza to, że spółki komandytowe (i ich wspólnicy) wpadną z deszczu pod rynnę, bowiem przekształcenie spółki komandytowej w spółkę kapitałową też będzie wiązało się z obowiązkiem zapłaty podatku.

W efekcie, dla spółek komandytowych Estoński CIT nie jest żadną alternatywą. Albo inaczej – jest alternatywą, ale na tyle kosztowną, że raczej niewartą rozważenia.

Znając życie,ustawodawca będzie się później tłumaczył, że pracowały nad tym dwa różne zespoły, które nie komunikowały się ze sobą i nie ma tego złego czego autopoprawka nie ogarnie. Autopoprawki pokochaliśmy zresztą przy Tarczach Antykryzysowych.

Zamiast podsumowania

 

Wypadałoby w jakiś sposób zrekapitulować to arcydzieło legislacyjne. Wskazać mocne strony rozwiązania i kierunki na przyszłość. Pozwolić dostrzec pozytywy w aktualnej sytuacji.

Szkoda tylko, że lektura projektu i zamierzeń ustawodawcy przywołuje w mojej głowie tylko jedno zdanie, które kiedyś święciło triumfy na salonach (choć wtedy z dedykacją do konkretnych osób i zwierząt):

Posłowie, nie idźcie tą drogą.

Wszystkich wspólników spółek komandytowych zapraszam do kontaktu. Wierzę, że pomimo tego, że ustawodawca ciska nam podatkowe kłody pod nogi, a Estoński CIT może niekoniecznie być wyjściem – razem przygotujemy się na nadchodzące zmiany.

[Wszystkie cytaty z uzasadnienia zaczerpnięto z uzasadnienia do Projektu Ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne oraz niektórych innych ustaw (Druk Sejmowy IX Kadencji, nr 642)].

autor: Bartosz Kubista
partner zarządzający, adwokat, doradca podatkowy



I miejsce w Polsce

wg. Rankingu Rzeczpospolitej

Strona naszej kancelarii została wybrana najlepszą wśród stron doradców podatkowych w 2020 roku.

Zobacz ranking Rzeczpospolitej

I MIEJSCE W POLSCE

wq. Rankingu Rzeczpospolitej

Strona naszej kancelarii została wybrana najlepszą wśród stron doradców podatkowych w 2020 roku.

Zobacz ranking Rzeczpospolitej